x

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Nowości portalowe

Wywiad z Pedro y Mari

Wywiad z Pedro y Mari

Data dodania: 2015-01-08 11:42:12

Płyta “Latino” to bardzo ciekawa produkcja, godna uwagi nie tylko wśród entuzjastów jazzowej stylistyki. Serdecznie gratuluje Wam tego wydawnictwa i chce zapytać jak wiele pracy, a przede wszystkim czasu zajęło Wam zrealizowanie tego albumu. Od momentu pomysłu, do czasu kiedy płyta pojawiła się w sprzedaży?

Pedro: Dzięki za dobre słowa. Najwięcej wysiłku i czasu kosztował nas etap post-produkcji. Samo nagrywanie, a wcześniej przygotowywanie repertuaru, pisanie tekstów i muzyki dokonywało się jakoś płynnie i naturalnie. Działania producenckie były wyzwaniem - summa summarum - bardzo pouczającym. Od rozpoczęcia nagrywania do momentu ukazania płyty upłynęło prawie półtora roku - dłużył nam się bardzo ten czas.

Mari: Samo nagranie materiału zajęło nam kilka dni, jednak miks, mastering, wydanie, projekt okładki itd. trwały wiele miesięcy. Mówią, że sztuka nie znosi pośpiechu i trzeba przyznać ze pośpiech nam nie towarzyszył, wręcz czasem myśleliśmy że dłuży się to tak ze nigdy tego nie wydamy, jednak po ponad roku ten dzień nastał.

Z założenia Wasza formacja to duet jednak na albumie pojawiło się wielu innych, wspaniałych instrumentalistów. Opowiedzcie nam o tym jakim kluczem kierowaliście się zapraszając ich do współpracy i nagrania albumu?

P: Pedro y Mari zaczynało jak duet i często występujemy tylko we dwójkę, ale kochamy grać z zespołem! Myślę, że od płyty LATinO naszym założeniem będzie koncertowanie w dużym składzie (np. 7-osobowym - jak na płycie)! Od momentu ukazania się płyty daliśmy kilka koncertów w takiej konfiguracji i szczerze powiem, że to wielka frajda dla mnie jako muzyka grać w septecie. Po takich koncertach odbieramy też mnóstwo gratulacji i widzimy, że publiczności podobają się te występy. Natomiast nie chcę umniejszać naszego duetu, bo np. zdarzyło się, że dzień po dniu graliśmy koncerty - pierwszy w 7 osób, a następnego wieczoru w dwójkę, w klubie jazzowym i ku mojemu zaskoczeniu publiczność na tym drugim występie reagowała jeszcze bardziej entuzjastycznie! Bardzo mnie to ucieszyło. Gramy też często w trio lub kwartecie i w każdym z tych zestawień można wyczuć odmienny rodzaj pozytywnej energii.


M: Myślę że pragnęliśmy zawrzeć na płycie dużo ciepła, a każdy z naszych gości wniósł wielki jego ładunek swoją muzyką ale także swoją osobą, chcieliśmy by towarzyszyli nam ludzie, z którymi dobrze się rozumiemy. Trudno byłoby mi grać z kimś z kim nie "nadaje na tej samej fali". Porozumienie poza muzyczne bardzo często przekłada się na porozumienie muzyczne. Ważnym dla mnie też było by byli to muzycy szanujący i doceniający gatunek bossa-novy, który jednak dominował na płycie. Zdaję sobie sprawę że jest to muzyka niszowa i wymagająca, a przez to często odrzucana przez wielu wykonawców, dobierając muzyków którzy wzięli udział w nagraniu wiedziałam, że bossa im w duszy gra i że każdy z nich uszlachetni te utwory i wniesie jakieś swoje piękno.

Recenzując wasz album zauważyłem, że nie trzymaliście się jednej wytoczonej ścieżki. Są tu przecież i “typowe piosenki”, standardy jazzowe oraz wokalno-instrumentalne miniatury. Skąd pomysł aby skorzystać właśnie z takiej konfiguracji?


P: Naszym założeniem nie była płyta na której będą same standardy czy tzw. covery. Szczerze mówiąc najwięcej frajdy sprawiły nam nasze autorskie utwory - ich powstawanie, aranżacja, nagrywanie - gdy tworzy się coś, czego jeszcze niedawno w ogóle nie było - to jest fantastyczne uczucie! Chcielibyśmy, aby kolejna płyta była autorska przynajmniej w 90% - zostawiamy trochę miejsca na „cudze” piosenki, bo jednak mamy zawsze w repertuarze kilka takich utworów, z których ciężko zrezygnować, mimo, że to nie my jesteśmy autorami.

M: Jeśli chodzi o kompozycje Jobima chcieliśmy się skupić na jego utworach w których najlepiej się odnajdujemy. Uwieczniając je w naszym wydaniu pragniemy spopularyzować gatunek bossa-novy i przekonać słuchaczy, że warto czasem powrócić do przeszłości. Gramy dla bardzo rożnej publiczności, często po koncercie ludzie z zaskoczeniem stwierdzają że nie słyszeli o tym gatunku, a wprawia on w ich w bardzo dobry stan ducha i umysłu, a to cieszy. Ja także jako wokalistka najlepiej się w tym czuje, najłatwiej mi to przychodzi, jest to dla mnie bardzo naturalne. Jeśli chodzi o kompozycje własne do tekstów Barbary Gruszki-Zych to zadecydował trochę przypadek, ponieważ Basia poprosiła nas o stworzenie muzyki do trzech tekstów, które miały być prezentowane w Radio Katowice. Stworzyliśmy muzykę i tym samym mieliśmy gotowy materiał, ja już wcześniej komponowałam coś tam „do szuflady”,  nieśmiało mając nadzieję że zabrzmi to w większym gronie i tak też się stało.

a1f09b4b5fcc5d4c2d81c115138ab994.jpg

Wyjątkowo chętnie sięgacie po kompozycje Antonio Carlosa Jobima. Czy ta czołowa postać dla nurtu bossa novy jest wam bliska w swojej muzycznej wrażliwości, czy to raczej wynik tego, że jego nazwisko to doskonały “haczyk” na słuchacza, który zawsze chętnie sięgnie po jego kompozycje?

P: Raczej nie było w tym działania celowego - marketingowego. Zresztą, dziś, żeby przyciągnąć słuchacza trzeba sięgać chyba w nieco inne rejony. Jobim pisał świetne utwory, a my dobrze się w nich czujemy i dlatego je gramy.

M: Jobim jest nam bardzo bliski…Hmm chaczyk-byłoby świetnie gdyby tak to działało. Jednak nie tym się kierowaliśmy- ja traktuję to bardziej jako misję by jego muzyką zainteresowało się jak najwięcej słuchaczy- to muzyka bardzo ciekawa piękne melodie i ciekawa harmonia,kołyszący rytm generuje przemiły nastrój.

Recenzja Waszego albumu pojawiła się między innymi w prestiżowym magazynie Jazz Forum i to z całkiem przyzwoitym wynikiem. Takie pochlebne słowa niektórych artystów cieszą i rozpieszczają, innych zawstydzają, a kolejnych motywują do jeszcze cięższej pracy. Jak jest z Wami?

P: Nie mogę powiedzieć, żebyśmy byli obojętni na pochlebstwa i komplementy. To zawsze cieszy! Ale wiemy też dobrze, gdzie i co jeszcze udoskonalić i nad czym mamy pracować, żeby się rozwijać.

M: Słowa aprobaty są na pewno bardzo miłe, ale nie koncentrujemy sie za bardzo na nich. Myślę że nie ma artysty, który dotarłby do każdego - zawsze znajdzie sie ktos w kogo gusta nie trafimy i nigdy nie mozna stwierdzić że jakiś artysta jest doskonały. Z reguły staram się unikać kwantyfikatorów wielkich ale w tym wypadku musze ich użyć. I cieszę sie ze tak jest, bo nie o doskonałość w sztuce chodzi, tylko o prawdę i szczerość przekazu, by dać z siebie najwiecej. Cieszy nas ogromnie, że znajdują sie ludzie doceniający naszą twórczość, dzięki nim mamy dla kogo grać. Dla mnie motorem do działania miłość do muzyki i nadzieja, że z jej pomocą ktoś poczuje sie lepiej, odnajdzie w sobie zdolność do radości i odpoczynku od codziennych trosk.

Płyta “Latino” to Wasze pierwsze wspólne dzieło, które ujrzało światło dzienne. Jednak zapewne jesteście doświadczonymi muzykami ze sporym doświadczeniem. Opowiedzcie nam o innych ciekawych projektach, w których braliście do tej pory udział.

P: Aktualnie oprócz Pedro y Mari współtworzę duet gitarowy z moim bratem (www.duetgitarowy.pl), wcześniej były przeróżne projekty - współpraca ze Śląskim Oktetem Gitarowym zaowocowała dwoma wydanymi płytami CD, gram także w kameralnym trio akustycznym Jazz Caffe Trio. Miałem zaszczyt towarzyszyć aktorom takim jak Dorota Segda, Andrzej Seweryn czy Krzysztof Globisz podczas krakowskiego salonu poezji organizowanego we wspaniałej instytucji jaką jest Międzynarodowy Dom Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu.

M: Podczas studiów w Londynie miałam szczęście śpiewać z fantastycznymi muzykami z rożnych stron świata, którzy wiele mnie nauczyli, każdy z nich wnosił coś nowego, pozwalając by muzyka była jeszcze bardziej międzynarodowa i fascynująca. Mam tez projekt solowy z fortepianem, jednak priorytetowym projektem jest dla mnie teraz Pedro y Mari. Wymaga on czasu i zaangażowania, a w połączeniu z uczeniem i wychowaniem córeczki nie wiele czasu zostaje na inne rzeczy.

Zapewne mieliście już okazję zaprezentować nowy materiał w warunkach koncertowych. Czy podczas występów na żywo staracie się odtworzyć nie tylko nastrój płyty, ale także brzmienie oraz aranżacje poszczególnych utworów?

P: Jeśli mamy do dyspozycji większość muzyków, to staramy się grać aranżacje z płyt - szczególnie tam gdzie forma piosenki tego wymaga. Natomiast sytuacja koncertowa pozostawia dużo miejsca na improwizację i spontaniczność z czego lubimy korzystać!

M: Każdy koncert jest inny, a to także za sprawą słuchaczy, z którymi wchodzimy w osobliwą relacje poprzez muzykę. Z reguły zachowujemy aranżacje utworów, czasem jednak w zależności od składu rodzą sie nowe pomysły właśnie na scenie i pojawiają sie nowe dźwięki. Te same utwory ale jednak w trochę innych odsłonach.

Muzykujecie razem od wczesnego dzieciństwa, kiedy to wspólnie zaczynaliście edukacje muzyczną, Czy taka rodzinna więź i wspólne geny pozwalają wam łatwiej porozumiewać się na gruncie muzycznym. Słowem czy w duszy grają wam te same dźwięki?

P: Tak, rodzinna więź ułatwia sprawę. Mari mi zawsze podkradała płyty - wychowywaliśmy się więc na tej samej muzyce. A teraz to Ona mi podsyła utwory „do zrobienia”. Zresztą, nawzajem się „zarzucamy” muzą. A także filmami i książkami. Biorąc pod uwagę podobne poczucie humoru i to, że się przyjaźnimy można rzeczywiście stwierdzić, że w duszy grają nam te same dźwięki.

M: Zdecydowanie tak - z Piotrm mamy porozumienie wręcz intuicyjne. Nierzadko zdarza sie na koncertach ze odgadujemy wzajemne pomysły muzyczne i wplatamy je w nasz występ, poza scena jesteśmy też bardzo dobrymi przyjaciółmi, także z Aleksandrą, żoną i menadżerem Piotra, bez której płyta by nie powstała. To właśnie Ola ogarnia nas menadżerską troską dbając o kwestie organizacyjny-logistyczne - dla nas najtrudniejsze. Ja mogę śpiewać,grać, tworzyć muzykę ale jeśli o chodzi o sprawy życiowe to cieżko mi to przychodzi, trochę bujam w obłokach i lubię to, jednak przecież to te bardzo życiowe sprawy sa elementem każdego dnia. Teraz uczy mnie tego moja trzy miesięczna córeczka. Troska o nią i jej potrzeby ustawia mi priorytety na właściwy miejscu. To nowy, piękny etap w moim życiu i wiele melodii juz mi się wylewa na papier.

48fa2ec89683404715bbe7f0b9fc4c8a.gif

Wiem już, że kochacie kojące dźwięki bossa novy, ale co jeszcze poza tym gatunkiem jest dla Was ciekawe i inspirujące. Czy są tacy artyści, których od zawsze podziwiacie i bezgranicznie uwielbiacie?

P: Kiedy poprosiliśmy Michała Rosickiego, żeby zajął się miksowaniem naszego nagranego materiału, zrobił bardzo fajną rzecz - poprosił nas o 10 tytułów płyt, które najbardziej lubimy/cenimy itp. Wyniki tego „rankingu” były zaskakujące dla nas samych! Ale prawdziwe. To zresztą cały czas się zmienia - bo my się cały czas zmieniamy, ewoluujemy. Zawsze chętnie sięgam po muzykę flamenco (Paco de Lucia, Vicente Amigo), a w tym tygodniu słuchałem dużo muzyki dawnej - jakoś tak mnie „wzięło” nagle, natomiast przy bieganiu nieśmiertelny Rage Against The Machines - rozrzut jak widać duży, ale nic na to nie poradzę.

M: Dla mnie bardzo wielu z rozmaitych gatownkow to właśnie powód dla którego kocham muzykę. Nie sposób sie nią znudzić, co rusz odkrywam jakieś perełki i cudeńka.

Ostatnio wróciłam do ścieżek dźwiękowych, które uwielbiam. Muzyka z filmu Frida,Babel,Habla con Ella- tu mistrzowski Alberto Iglesias i Caetano Veloso w cudnym Cucurrucucu-balsam na skołatane nerwy! Nie trzymam się jednej stylistyki, muzyka jest dla mnie jak tlen, potrzebuje jej do życia i dobieram ją często w zależności od nastroju, pogody i innych czynników indywidualnych. Stąd tez wymienię artystów wielu gatunków - nie lubię tylko disco polo- robi według mnie wielką krzywdę ludziom stępiając ich wrażliwość i eliminując im możliwość docenienia innych gatunków muzycznych.

W okresie nastoletnim słuchałam duzo Turnaua, Szczesniaka, ale tez cięższej muzyki Dream Theater,Queen,Steve Vai (tu nie da sie ukryć ze za przykładem starszego brata). Michael Jackson , Sting ,Pat Metheny ,A.M.Jopek ,Kayah,Kurt Elling ,Astrud Gilberto ,Take 6,Stan Getz,Incognito, i wiele wiele innych wspaniałych formacji przychodzi mi na myśl.  Ale wielki hołd należy sie takze muzyce poważnej, a przecież z tą spędziłam jednak większość życia. Mozart, Bach, Vivaldi, Chopin, Debussy, Satie, Prokofiev i inni twórcy z gatunku muzyki poważnej mieli na mnie takze wielki wpływ i do dziś po nich sięgam. Teraz osluchując z nimi córeczkę i z radością obserwując uspokajający wpływ muzyki na nią.

Wasz pierwszy album w moim odczuciu okazał się sukcesem. Czy wobec tego planujecie czym prędzej przystąpić do pracy na nowym materiałem czy raczej skupiacie się na koncertach?

P: Bardzo nas cieszy taka opinia. Działamy na obydwu polach - być może trochę wolniej, ale z większym spokojem i luzem. Nie chcemy też, aby ucierpiało życie prywatne i nasze rodziny, które są dla nas najważniejsze.


M: Pomysłów na płytę jeste wiele! Utwory tez juz powstają. Teraz najtrudniejszy etap czyli pozyskiwanie sponsorów i ogarnięcie tego organizacyjne i logistyczne. Mamy pomysły na płytę z kolędami, a takze na ciekawe kolaboracje ,tylko w związku z tym ze nie jesteśmy związani z żadną większą wytwórnią jest nam trochę trudniej, ale jak ktos mądry kiedyś powiedział "im trudniejsza walka tym większe zwycięstwo"

Dziękuje za rozmowę


Rozmawiał:Bartosz Domagała

Zobacz wszystkie


Weź udział w konkursie albo kliknij na x aby od razu testować portal.