x

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Nowości portalowe

Wywiad- Marek Waszczyński

Wywiad- Marek Waszczyński

Data dodania: 2012-05-01 12:37:14

5bbf864fb09f11d8a472724acacb57c5.jpg     

Marek Waszczyński - człowiek orkiestra, pasjonat, wirtuoz gitarowy, realizator dźwięku, człowiek nie poddający się życiowej rutynie. Wraz z ekipą Katalogu Artystycznego udaliśmy się na rozmowę z muzykiem promującym aktualnie swój pierwszy album  "Somewhere in between", zapytać o szczegóły nowej płyty, inspiracje i cele.

 - Określa się Pana mianem multiinstrumentalisty. Po przesłuchaniu najnowszej  płyty, która wydana została  u schyłku zeszłego roku, stwierdzam zdecydowanie, że media się nie mylą. Ponoć pracę nad płytą podjął Pan sam, we własnym studio, nagrywając pojedynczo wszystkie instrumenty. Przypuszczam iż nie było to łatwe. Czy jako artysta, jest Pan zadowolony z efektów? Czy płyta jest wyznacznikiem sukcesu artystycznego?


- Gdybym był spełniony, to zaprzestałbym dalszych artystycznych działań. Branża muzyczna to "gonienie króliczka", w planach już jest nagrywanie kolejnych utworów, nowa płyta. Natomiast jeśli chodzi o mój multiinstrumentalizm, to była to potrzeba chwili. Tak naprawdę jestem muzykiem grającym na gitarze. Muzyk, to człowiek posługujący się instrumentem w sposób świadomy i używający go jako języka, którego używa w celu wydobywania dźwięków innych niż mówione.
Jestem człowiekiem ambitnym, stąd moja decyzja o nagraniu płyty w pojedynkę. Taki sobie postawiłem cel. Pochłonęło to dużą ilość czasu, ponieważ musiałem się w kilku kwestiach podszkolić. Jeśli  chodzi o instrumenty klawiszowe, to nie było z nimi większego problemu, pojawił się on przy gitarze basowej, która mimo tego samego aparatu co gitara, wymaga trochę innego myślenia. Spora ilość kłopotów wystąpiła podczas samego rejestrowania dźwięków, gdyż ciężko się nagrywa samemu ze sobą - korespondencyjnie. W momencie kiedy nagrywa się jedną partię, a później kolejne,  niełatwo jest uzyskać coś co niesie ze sobą określone emocje. Najlepsze efekty uzyskuje się w interakcji z innymi ludźmi, którzy ze sobą grają na żywo. Moja praca opierała się więc na ciągłej zabawie z wyobraźnią. W mniejszym, lub większym stopniu udało mi się uzyskać dobry efekt, choć nie jestem do końca zadowolony, dlatego w planach jest kolejna płyta z udziałem innych muzyków.

- Jak długo trwało komponowanie  materiałów na tę płytę i kto ją wydał?

- Utwory powstawały w dosyć długim czasie, niektóre z nich grałem już na początku lat 90. Pozostały z nich motywy i tematy przewodnie, którymi się sugerowałem. Część utworów napisałem przed wydaniem płyty. Znajdują się na niej również dwa covery. Początkowo utworów było więcej, jednak skróciłem materiał do 40 minut, gdyż zdaję sobie sprawę, że muzyka instrumentalna jest na dłuższą metę trudna w odbiorze.  Mało jest ludzi, którzy są w stanie słuchać bez przerwy grania na gitarze więcej niż 40, 45 min., a ja chciałbym z tą płytą trafić nie tylko do osób z branży, artystów, gitarzystów, ale także do  ludzi niezwiązanych zawodowo z muzyką, czerpiących przyjemność z jej słuchania. Dlatego przy selekcji zdecydowałem o odrzuceniu utworów, w których nadmiernie prezentuję swój warsztat, a skupiłem się bardziej na melodii i klimacie.
Przechodząc rzeczy formalnych - sam jestem wydawcą tej płyty. Nie ukrywam, że rozmawiałem z wytwórniami, jednak nie były mi w stanie zaoferować za materiał żadnych pieniędzy, a wiązało się to ze zrzeczeniem się praw do fonogramu, jak to bywa przy standardowych umowach tego typu.  Stąd utrudniona rozmowa z wytwórniami, ponieważ nie chciały inwestować w płytę, a ja postanowiłem, że w taki sposób nie sprzedam swojej "skóry".  Rok zajęło mi gromadzenie funduszy na wytłoczenie i wyprodukowanie płyty. Tak więc stałem się właścicielem wszystkiego co z tą płytą związane.

- Jeżeli jeszcze nie jest ona w oficjalnej dystrybucji, to gdzie aktualnie można dostać płytę?

- Przede wszystkim w sklepie Guitar Max, w którym pracuję.  Mam ułatwione zadanie -  tworzę muzykę gitarową, pracuje w sklepie z gitarami, dzięki czemu wiele osób wychodzi z niego z moją płytą.  Niebawem ruszam ze sklepem internetowym na mojej oficjalnej stronie: www.waszczynski.pl, tam też będzie można nabyć płytę. Poza tym marketing bezpośredni na koncertach działa bardzo dobrze.

d352cc2b96a9c6eac29431a13efbfef1.jpg

- Płyta zawiera dziewięć utworów, w tym siedem autorskich i dwa covery. Łączy w sobie kilka gatunków muzycznych tj. rock, jazz, fusion, muzyka instrumentalna, blues. Co było inspiracją do ich powstania? Czy tylko doznania  strictemuzyczne?

- Sądzę, że dobra kompozycja, to ta, wynikajaca z emocji, których doznaje twórca podczas pisania i nagrywania. Na płycie jest sporo partii improwizowanych, które powstawały na bieżąco, w trakcie nagrywania. Dziś na koncertach, te partie brzmią zupełnie inaczej, gdyż są improwizowane w dalszym ciągu. Emocje i próba ich oddania przy pomocy dźwięków są podstawą. Utwory powstawały w różny sposób, od nagrywania na dyktafon, po zapis nutowy na kartce. Metody tworzenia nie jestem w stanie określić. Każdy utworów zawartych na płycie ma odniesienie do tego co przeżyłem. Część z nich opowiada o moich relacjach z ludźmi, z kobietą, inne o tym, co przytrafiło mi się np. nad morzem w Pogorzelicy. Jest też utwór, który  opowiada historię o żółwiu, który uciekł w trawę i już go nie znalazłem. Na płycie są też dwa rovery, które mają związek z moimi fascynacjami muzycznymi, tymi wcześniejszymi i obecnymi. 


- W  "Eireannach" i "Highland dance"  zauważam odwołania do Irlandii i konkretnych rejonów Szkocji. Na  Pańskiej facebookowej liście przebojów także nie mogło zabraknąć The Corrs, Kate Bush, czy McLaren'a. Z krajów brytyjskich, z  Północnej  Europy czerpie Pan więc swoje inspiracje muzyczne? 

- Irlandia i Szkocja to moje celtyckie inspiracje. Kiedyś odwiedzę te miejsca i możliwe, że stamtąd nie wrócę. Folklor celtycki, iroszkocki jest dla mnie zjawiskiem fascynującym,  jest przyczynkiem do wielu poszukiwań. Zetknąłem się z nim w sposób programowy. Przez długie lata grałem muzykę country.  Szukając jej korzeni, natknąłem się na folk irlandzki, który jest jednym z głównych jej źródeł. Zacząłem więc szukać i trafiałem sukcesywnie  na wykonawców, niekoniecznie irlandzkich - ludowych, ale i takich którzy w swojej twórczości czerpią z muzyki celtyckiej. Stąd tytuł utworu, który kojarzy mi się z Irlandią "Eirennach", to w języku gaelickim znaczy dokładnie tyle co "irlandzki". Natomiast "Highland dance" to utwór, który ma odniesienie do mojej wizji szkockich gór. To jest moja mentalna podróż po świecie, po miejscach, w których nie miałem okazji być.

- Pana zainteresowania muzyczne są głęboko zakorzenione w latach 80.  i 90., co poniekąd tworzy przepaść między  utworami na Pana płycie, a muzyką silnie  zelektronizowaną, która aktualnie święci tryumfy.  Czy są jakieś współcześnie działające zespoły, DJ-e, producenci, którzy jednak mają wpływ na Pana twórczość? Których dorobek artystyczny można przefiltrować przez osobiste doświadczenie i na zasadzie kolażu połączyć z wyselekcjonowanymi już materiałami?

- Owszem, są takie zespoły. Lubię słuchać kapel  progresywnych, metalcore'owych. Od długiego czasu są to Rush, Incubus, Korn, Staind. Próbuję złapać ich klimat, nie kopiuję, selekcjonuję  i biorę coś dla siebie. Znajduje w ich muzyce nuty, frazy, które wywołują u mnie gęsią skórkę, trafiają w moje emocje. Właśnie to  jest dla mnie wyznacznikiem sztuki. Jeżeli nie wywołuje emocji, sztuka staje się tylko rzemiosłem.   

-A czy Pan ma wykształcenie typowo rzemieślnicze w kierunku muzycznym?

Jestem samoukiem i bardzo sobie to cenię. Wiedzę muzyczną zdobywałem sam z potrzeby jej posiadania. Nie była ona wtłaczana na siłę do głowy. Muzyka jest pasja mojego życia.

- Towarzyszy Panu motto zaczerpnięte z "Dowodu tożsamości" Aleksandra Minkowskiego: "Nic jeszcze nie wiem na razie. Lękam się tylko przeciętności, rutyny, ośmiu godzin dziennie w rękawkach albo dokręcania śrubek. Ale to nie wskazówka konkretna, jaką obrać drogę. Chciałbym być sławny. Próżność? I to, i coś więcej. Sława znaczy na ogół, że człowiek robi coś niepowtarzalnego, potrzebnego innym." Czy słowa te oznaczają, że przeraża Pana wizja rutyny, tzw. constansu życiowego,  próżni artystycznej i wszelkich konwenansów, na tyle, że podejmuje się Pan tak wielu przedsięwzięć na polu artystycznym? Bycie jednocześnie muzykiem,  prowadzącym sklep, studio nagrań,  realizatorem dźwięku, nauczycielem gry na gitarze, a także autorem podręczników dla gitarzystów, oraz zajmowanie się muzyką sesyjną,prawdopodobnie nie jest łatwe do połączenia.

ea23aa3563820bf192762aeb0a372670.jpg


- To zdanie oddaje w pełni moją postawę życiową. Kiedyś natknąłem się na książkę Minkowskiego i ten cytat w szczególności mnie ujął. Wcielam w życie i inne powiedzenia np. "Rób w życiu to co kochasz, a nigdy nie będziesz musiał pracować". Zawodowo spełniam się w gronie pasjonatów, każdy z nas kocha to, co robi. Mamy w firmie takie powiedzonko : "Love it or leave it" - kochaj, albo rzuć. I to jest moja postawa życiowa i zawodowa.
Uprawianie sztuki, to nie tylko realizowanie swoich intelektualnych i emocjonalnych potrzeb. Istotne jest też bycie sławnym, rozpoznawalnym i to jest jeden z wyznaczników sukcesu artystycznego. Owszem, ja chcę być sławny. Istotę bycia sławnym oddaje wspomniany w pytaniu cytat. Mam w sobie energię i pasję do uprawiania sztuki, muzyki. To ten rodzaj ekspresji twórczej która odpowiada mi mentalnie.  Nie narzekam na nadmiar obowiązków, celebruję  święte słowa: "Jak Ci brakuje czasu, dołóż sobie zajęć". Spełniam się! Po prostu.

Wywiad: Justyna Piłatowska Foto: Paula Traczyk


Od lewej: Marek Waszczyński, Tomasz Szwecki - założyciel i pomysłodawca Katalogu Artystycznego, Justyna Piłatowska -prowadząca wywiad, Zuzanna Talik - koordynator projektu Katalog Artystyczny.pl.

b9b123da5892a0949837698d2cfdfe6e.jpg

Zobacz wszystkie


Weź udział w konkursie albo kliknij na x aby od razu testować portal.